Dziś krótka historia tylko jednego zdjęcia. Dlaczego tylko jednego … początkowo miałem obrobić i opublikować ich kilka, ale po przeróbce pierwszego, które od razu mi się spodobało zacząłem długo zastanawiać się „które teraz?”. W tym momencie przypomniała mi się zasada, którą hołduje wielu znanych fotografów: „Jeśli zrobisz 200 czy 300 zdjęć i wybierzesz z nich jedno, to powinieneś być zadowolony”. To tak jakby robić sesję okładkową dla jakiegoś znanego magazynu … trzeba wybrać jedno zdjęcie.
Tak naprawdę pamiętam o tej zasadzie cały czas i nigdy ilość zdjęć z danej sesji nie jest dla mnie ważna. Czym więcej zdjęć robię tym bardziej restrykcyjnie je oceniam i staram się wybrać najlepsze … subiektywnie oczywiście.
Dzisiejsze zdjęcie to oczywiście żadne arcydzieło nadające się na okładkę, ale chciałem jakoś nawiązać.

Wracając do tematu i do samego zdjęcia. Była to kolejna spontaniczna sesja. Agnieszka umalowała się, zabrała kilka kiecek i pojechaliśmy do studia. Jako, że chciałem zrobić zdjęcia mniej więcej od kolan (plan amerykański) jak główne światło ustawiłem octę 150cm z lampą 500. Octa daje ładne równomierne światło o dużym promieniu, czego właśnie tutaj potrzebowałem. Z lewej strony kontra na całą sylwetkę, czyli strip 35x160cm także na lampie 500. Na tło lampka z czaszą do tła (domowa robota mojego taty
– bo ceny tych czasz są duże) z wciśniętym plastikowym czerwonym filtrem, który przy tej mocy lamy dawał tylko delikatną czerowno-różową otoczkę. Lampa tła ustawiona na minimum, bo chciałem aby tlo nie było jednolite tylko przechodziło z białego (najmocniejszy strumień światła) przez czerwony (tam gdzie plastik zadziałał) po lekki szary czyli niedoświetlone białe tło.
Obiektyw standardowo ostatnio 50mm 1.8. Czas 1/125s, przysłona 2.8, ISO 100. Coraz bardziej chodzi mi po głowie zmiana aparatu
…





Sam wiesz jakie jest. Ja nie będę określać. Magazyn będzie zadowolony to najważniejsze. Pozdro. Misza